Amerykanie mimo pozornej otwartości z całą pewnością zachowują dużą rezerwę w sferze prywatności.
Rozmowy, które tej sfery dotyczą, jeżeli nie są prowadzone przez najbliższe sobie osoby, zwykle są pełne odpowiedzi, które mocno koloryzują rzeczywistą sytuację, są pełne fikcyjnych powodów, fikcyjnych planów, fikcyjnych faktów. Należy tę kwestię traktować jako próbę ochrony swego życia prywatnego. Tak, do tego każdy ma prawo. Ty też.
Jeśli zapytasz Amerykanina gdzie mieszka, to nawet jeśli wynajmuje pokój w kiepskiej dzielnicy, to masz dużą szansę usłyszeć historię o dwupoziomowym apartamencie na Manhattanie lub podobną.
Osoba, która ma nieudane małżeństwo zwykle nazywa je małżeństwem nowoczesnym. Amerykanin, który musi zmienić mieszkanie na tańsze, bo nie może go utrzymać, zawsze znajdzie powód przeprowadzki inny od rzeczywistego - lepsza okolica, mniej korków, bliżej do pracy, próba zrezygnowania z uciążliwego sąsiedztwa.
Amerykanin, który stracił pracę nigdy tego nie potwierdzi poza kręgiem najbliższych osób. Oficjalnie sam zrezygnował np. ze względów osobistych, albo z uwagi na to że się w pracy nie rozwija.
Najciekawszym pytaniem, powszechnie uważanym za niegrzeczne naruszenie prywatności osobistej, jest pytanie Ile zarabiasz?. Jeżeli odpowiedź nie jest dosadna to zwykle wymijająca lub oparta na liczbie z sufitu mniejszej lub większej w zależności od potrzeb.
Naucz się chronić swoją prywatność. Masz do tego prawo. Niedoścignionym wzorem może być z pewnością dla Ciebie były prezydent USA - Bill Clinton. |